W związku z żałobą narodową – piątą już, w tym trzecią trzydniową, jaką ogłasza Lech Kaczyński − czuję potrzebę przypomnieć swój stary felieton (z listopada 2006). Czytelnik może go przeczytać tutaj:

http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/trzy-dni-obludy,820751

lub poniżej:


Rafał A. Ziemkiewicz
Trzy dni obłudy

Nie ulega kwestii, żałoby wychodzą u nas coraz bardziej profesjonalnie. Stacje telewizyjne szybko wrzucają logo w czerń albo opatrują je czarną pętelką, podobnie zmienia się kolor internetowych winiet i pierwszych stron gazet, a przyuczeni dziennikarze gładko sypią dyszoszczypatielne frazy: "Wszystkie polskie serca przepełniła żałoba", "Cała Polska łączy się w bólu", "Wszyscy płaczemy razem z rodzinami ofiar" i tak dalej.

Telewizje pilnują się nawzajem, czy może która nie dość skwapliwie przybrała żałobną minę i nie zdjęła dobranocki. I licytują się ogłaszaniem na czarnych paskach, ile która przeznacza dla rodzin ofiar. A jeśli zamiast obowiązkowego nieustającego rozsmakowywania się w płaczu wdów i sierot poleciał gdzieś normalnie serial, ogłasza się hańbę i znieczulicę i odpowiedzialni muszą się grubo tłumaczyć.

Prezydent ogłasza żałobę narodową. Trzydniową. Jeden dzień by nie wystarczył. Po zawaleniu się hali targowej, gdzie zginęło znacznie więcej osób, jeden dzień wystarczył, ale wtedy było wtedy, a teraz jest teraz - zginęli nie przypadkowi hodowcy gołębi, tylko górnicy na posterunku pracy. 

Nasi żołnierze w Iraku też ginęli na posterunku, ale do głowy nie przyszło nikomu ogłaszać z tego powodu żałobę. Teraz może przyjdzie.

Zginęło 23 ludzi. Każdego weekendu o kilkunastu więcej ginie na polskich drogach, ale to nie jest żaden news, nie ma do pokazania zapłakanych wdów i sierot zebranych w jednym miejscu, więc nikt z tego powodu nie będzie urządzał żałobnego cyrku, a prezydent nie będzie się starał zasłużyć ogłaszaniem trzydniowej żałoby. Zresztą musiałby dla proporcji ogłosić czterodniową.

Wszystkie serca się rwą i płaczą, cały kraj stanął porażony ogromem górniczej tragedii. Tylko że jak oderwę wzrok od telewizora czy gazety, to nic podobnego nie widzę. Ludzie zajmują się swoimi sprawami, śpieszą się, cisną w metrze, klną, jak jeden drugiemu nadepnie na stopę. Nikt nie odwołuje codziennych zajęć - chyba że jest aktorem albo muzykiem, ale to nie jego decyzja - nikt nie przekłada na inny dzień imienin.

Jeśli właściciele dyskotek usłuchają nakazu pana prezydenta i pozamykają w ten weekend lokale, to ludzie strasznie ich sklną. Ale pewnie większość nie zamknie. Ot, powiesi się na stroboskopach czarną wstążkę albo zarządzi w trakcie, żeby wszyscy przerwali na moment pląsy i chwilą ciszy oddali cześć ofiarom tragedii. I jakby co, to znaczy jakby przyszła policja, będzie można wytłumaczyć, że impreza miała poważny charakter.

Może jakiś tabloid trzaśnie fotki i wywali je w poniedziałek z tytułem "Ci degeneraci mają gdzieś naszą żałobę!". I ci sami ludzie, którzy weekend przetańczyli albo nie mogąc obejrzeć filmu w kinie puścili sobie na DVD "Krwawe bęcki 7" będą przez chwilę oburzeni, chyba że ktoś rozpozna na zdjęciu akurat siebie.

Bądźmy poważni: trzydziestoparomilionowy naród nie znieruchomieje na trzy dni w bólu z powodu śmierci dwudziestu kilku osób. Nikt nie jest w stanie aż tak się przejąć tragedią kogoś, o kim tylko słyszał. Owszem, możemy wykonać jakiś gest solidarności. Wpłacić na ofiary, pójść na mszę, spuścić flagi, powstrzymać się przez jeden dzień. Normalny człowiek współodczuwa z innymi i chce jakoś okazać swe współczucie. Jakimś gestem. To jest szczere, ale z natury rzeczy trwa chwilę.

Ale chwila nie wystarczy, gdy każdy chce być w żałobie prymusem. Mediom żałoba pozwala ukryć, że tak naprawdę chodzi o szoł, o niusa, bo wszystkie te płacze i lamenty nabijają słupki oglądalności, a i gościom, przewijającym się korowodem przez studia i łamy coś z tej popularności skapuje, więc nawet pisarz Kuczok (ten od powieści pod adekwatnym tytułem "Gnój") może przy okazji wystąpić jako chwalca tradycyjnej śląskiej rodziny jako ostoi wartości. Polityk może się wykazać, jak to bezbrzeżnie kocha wyborców. Niejednej firmie demonstracyjne dorzucenie kasy na ofiary przysporzy reklamy.

A my wszyscy patrzymy na to owczym wzrokiem i posłusznie dajemy się terroryzować, choć może w duszy ktoś czuje, że to jakiś cyrk, obłęd, że nic w tym nie ma z autentycznego współczucia, bo jeśli było, to się dawno rozpuściło w urzędowym rytuale, tylko sam cyrk, fasada, cymbał grzmiący i miedź brzęcząca - ale przecież nijak zaprotestować, bo wyjdzie, że się nie współczuje i nie szanuje ludzkiego bólu.

Kto go bardziej nie szanuje, zapytam - ten, kto się od tej żałobnej kampanii dystansuje, czy ci, co ją do granic absurdu nakręcają?
24.11.2006